Życie to pasmo problemów do rozwiązania


Życie to nie projekt do zoptymalizowania. To droga przez prawdziwość.

Coraz częściej spotykam mężczyzn, którzy pytają:
„Kiedy to wszystko wreszcie się ułoży?”
„Kiedy w końcu poczuję spokój?”
„Co jeszcze muszę naprawić, żeby wreszcie mieć święty spokój?”

Ale życie nie działa w ten sposób.
Nie jest idealnym projektem do zrealizowania bez błędów.
Nie da się go zaplanować, wyczyścić ze wzruszeń, strat, porażek, niepewności.

Życie to pasmo spraw do ogarnięcia.
To napięcia, wybory, trudne rozmowy, nieprzewidziane zakręty.
To dzieci, które budzą się o piątej rano.
To rachunki. To zmartwienia o zdrowie.
To relacje, które trzeba budować, choć nie uczono nas jak.

I właśnie w tej realności można odnaleźć spokój – nie wtedy, gdy wszystko się ułoży, ale wtedy, gdy przestajemy się łudzić, że kiedykolwiek będzie idealnie.

To nie znaczy, że mamy się poddać.
To znaczy, że możemy przestać walczyć z rzeczywistością.

Życie nie musi być „łatwe”, żeby było wartościowe.
Nie musi być „lekkie”, żeby było prawdziwe.
Może być pełne trudu – i jednocześnie niosące głęboki sens.
Może być skomplikowane – a mimo to warte przeżycia całym sobą.

Pogodzenie się z tym, że życie to ciągłe ruchy, decyzje, relacje, zmagania, nie jest rezygnacją.
To dojrzałość.
To wolność od iluzji.
To akceptacja rzeczywistości – razem z jej szorstkością i pięknem.

I kiedy to przychodzi – przychodzi też coś jeszcze:
Więcej współczucia.
Więcej obecności.
Więcej wdzięczności za te momenty, które są proste, zwykłe, ciche.
Za oddech. Za wspólną herbatę. Za czyjeś „jestem tu”.

Nie musisz mieć idealnego życia. Wystarczy, że będziesz obecny – w tym, jakie ono naprawdę jest.