Złość to nie przemoc


Złość to emocja. Przemoc to działanie.

To bardzo częsty temat poruszany podczas sesji – zwłaszcza przez mężczyzn.
Przemoc zaczyna się tam, gdzie złość przeradza się w raniące słowa, czyny, milczenie lub kontrolę.

Wielu klientów – i wielu z nas – myli te dwa zjawiska, bo od dziecka słyszeliśmy, że złość jest „zła”, „niegrzeczna” albo „groźna”. Co gorsza, byliśmy świadkami lub ofiarami przemocy ze strony dorosłych – rodziców, nauczycieli, rówieśników – którzy przeżywali złość i jednocześnie zachowywali się przemocowo.

Z takim bagażem każda własna złość rodzi w nas strach, poczucie winy i wstyd.
Boimy się, że będziemy tacy jak nasz rodzic. Boimy się, że skrzywdzimy ważną dla nas osobę.
Często też trudno nam być w relacji z kimś, kto wyraża złość – nawet w sposób asertywny.
To może budzić lęk, wycofanie, poczucie zagrożenia lub odrzucenia.

Wielkim odkryciem – często przynoszącym ogromną ulgę – jest zrozumienie, że złość to ważna emocja.
To sygnał. To energia.
Pomaga chronić granice, wyrażać potrzeby, mówić „nie”:
„Dość.”
„Nie zrobię tego.”
„Chcę inaczej.”
Ale też mówić „tak”:
„Tak, chcę.”
„Tego potrzebuję.”
„To jest dla mnie ważne.”

Możesz czuć złość – jak każdy – i jednocześnie nie ranić innych.
Nie musisz powielać wzorców przemocy, które sam/sama kiedyś widziałeś.
To możliwe.

Poza zrozumieniem i akceptacją siebie – takiego, który czuje złość – oraz złości u innych, potrzebny jest jeszcze jeden krok.
Bardzo ważny.
To nasza odpowiedzialność:
🔹 Uczyć się rozpoznawać złość – zwłaszcza jej subtelne sygnały w ciele.
🔹 Nazywać ją.
🔹 I komunikować ją w sposób jasny, asertywny i nienaruszający godności drugiego człowieka.

To duże wyzwanie.
To proces, który może trwać miesiące, a nawet lata.
Ale naprawdę warto.

Złość to nie wróg.
To Twój wewnętrzny kompas.
To żywy sygnał.